niedziela, 12 listopada 2017

Spotkanie po czasie... part 3


Obiecała sobie, że to koniec. Obiecała sobie, że więcej się z nim nie spotka, ale to znowu wygrało. Był weekend. Ze swoim mężem była umówiona na wyjazd o 17, ale nie mogła wytrzymać i znowu umówiła się z nim na 14.

Pojechała na to samo pole, na którym odbyli ostatnie swoje spotkanie. Wysiadła z samochodu, popatrzyła na niego. Podszedł blisko niej, zdecydowanie za blisko. Nie wiedziała dlaczego tam pojechała, dlaczego okłamała męża, że musi coś załatwić, dlaczego się z nim spotkała. To uczucie było zbyt silne, to było zbyt mocne, ona nie potrafiła bez niego wytrzymać, ciągle o nim myślała.

"Zostańmy przyjaciółmi. Piszmy ze sobą i rozmawiajmy ale nie spotykajmy się więcej. Ja tak nie mogę robić." wyrzuciła z siebie od razu. "Oczywiście, jak sobie życzysz kochanie" odpowiedział jej patrząc w oczy. Jego źrenice się rozszerzyły, jego dłoń spoczęła na jej biodrze. "Będąc przyjaciółmi chyba możemy się przytulić?" zapytał. "Możemy." Objął ją. W jego silnych, umięśnionych ramionach czuła się jak mała dziewczynka, która znalazła swoją bezpieczną przystań. Obejmował ją, a rękę wplątał w jej włosy i zaczął drapać po karku. Uwielbiała to... On znał każdy punkt na jej ciele, wiedział gdzie i kiedy dotknąć i jakie będą tego konsekwencje.

Odsunął się od niej delikatnie i pocałował ją. Ten pocałunek, na który czekała tydzień, to pożądanie które czuła tylko przy nim, to uczucie, które dawał jej tylko i wyłącznie on...to wszystko było silniejsze. "Dlaczego mnie prowokujesz?" zapytała drżącym głosem "Bo mogę" odpowiedział, a jego pocałunek stał się głębszy i mocniejszy.

Jego dłonie momentalnie znalazły się na jej pośladkach, ścisnął je. Uniósł ją, a ona oplotła nogami jego biodra. Niósł ją aż do samochodu. Usiadła na masce. Podciągnął je spódniczkę do góry, zsunął swoje spodnie. Patrząc jej głęboko w oczy wszedł w nią jednym mocnym ruchem. Wydała z siebie jęk pożądania i zaskoczenia. Poruszał się mocno i gwałtownie, tak jak lubiła najbardziej. Ten seks był inny niż wszystkie ich... pełen tęsknoty, pożądania, ognia i ich temperamentów. Doszli jednocześnie, jak zawsze, tak bardzo byli ze sobą zgrani i znali siebie nawzajem.

Zeszła z samochodu, poprawiła swój nienaganny strój. "Zapomniałaś chyba założyć majtek". Pocałowała go namiętnie. Podeszła do drzwi swojego samochodu "Majtki zakładam dla męża. Zadzwonię" Odjechała, zostawiając go samego, ale on i tak wiedział, że ona wróci, bo wiedział, że bez siebie żyć nie potrafią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uzależnienie?

Tak bardzo nie mogłam się doczekać, tak bardzo potrzebowałam jego dotyku, tak bardzo potrzebowałam żeby jego oczy przepełnione ogniem znowu ...